• 1

    Rejsy

  • 2

    Regaty

  • 3

    Szkolenia

  • 4

    Wypoczynek pod żaglami

Copyright 2021 - Custom text here

unnamed 2Tegoroczny, sierpniowy rejs Sarmaty bardzo się różnił od poprzednich. Nie było w nim ani jednego dnia, gdy załoga w kostiumach kąpielowych mogła się cieszyć ze słońca i odczuwać błogość sielskiego, niczym na wodach Chorwacji żeglowania. Wprawdzie podczas ubigłorocznego rejsu przez trzy doby wiało   6-7 B  i część załogi zmagała się z chorobą morską, tym razem było inaczej. Nikt nie chorował, ale za to Eol nie szczędził sił w płucach. Dwie doby ósemki, w porywach 40 knotów i więcej a fala do 6m, pokazały nam groźne oblicze Bałtyku. 

Jakie to były warunki, znakomicie oddaje fragment wspomnień naszego Drugiego:

"Ten kiwający się na falach jacht, idący po bulaje w wodzie, dźwięki jakie wygrywał wiatr w likszparze masztu i biała mgła kipieli wokół. Takiego morza do tamtej chwili nie widziałem.  Miałem na sobie wiele warstw ciuchów a mimo tego czułem się jak butelka szampana owinięta mokrym ręcznikiem, schładzana na wietrze. I te fontanny zaskakująco ciepłej wody, które czułem przez sztormiak a część za kołnierzem. A wszystko to przy orgii błyskawic rozświetlających horyzont wokół, a potem ta, która zalała strumieniem światła pokład. Czułem się jak aktor na scenie w snopie reflektora. Wiedziałem, że nikogo nie gram, ale przeżywam jedną z ciekawszych scen mojego życia."

Miny niektórych załogantów były nietęgie. Ale Sarmata po raz kolejny pokazał, że można dobrze przygotowanemu do sezonu jachtowi i kapitanowi zaufać. 

Z ulgą weszliśmy na morze Alandzkie, by osiągnąć nasz pierwszy port Maarianhaminę.Tę gościnną i znakomicie wyposażoną marinę żegnaliśmy w strugach ulewnego deszczu, na szczęście przeskok przez Ålands Hav był suchy, ale za to flauciło, tak więc wsparliśmy się naszym janmarem

Do Sztokholmu obraliśmy przejście północne kierując się na latarnię Norskarren. Dalej to już jazda torami wodnymi, a im bliżej stolicy Królestwa Szwecji tym ruch wyprzedzających nas statków i promów gęstniał. Ostatnia godzina na podejściu do Wazahamn  znów w strugch ulewnego deszczu. Jednak  Ania, nasz ochmistrz i aura  wynagrodziły nam  później sowicie postój w porcie.

Do Nynäshamn ruszyliśmy bardzo malowniczym przjeściem południowym. Po przebyciu 745Mm, zgodnie z planem 25 sierpnia podaliśmy cumy w porcie macierzystym.

Był to kolejny, bardzo udany, a co najważniejsze bepiecznie zrealizowany rejs Sarmaty. Jeszcze raz dziękuję dzielnej załodze.

 

Kpt. Michał Ireneusz Góreczny

unnamed

unnamed 1

unnamed 2