• 1

    Rejsy

  • 2

    Regaty

  • 3

    Szkolenia

  • 4

    Wypoczynek pod żaglami

Copyright 2017 - Custom text here

 

Rejs śladami ORP Orzełjan_9876_ostateczna.jpg

Mamy 71 rocznicę „Września 1939”. Czytamy nowe pozycje książkowe na temat kampanii wrześniowej. Generał Kutrzeba - działania Armii Poznań i Pomorze nad Bzurą. Wstrzymane przez naszych sojuszników dostaw sprzętu wojennego przez zaprzyjaźnioną Rumunię. Analizujemy. Gdyby linia obrony nie była tak rozciągniętą? Czy była szansa na takie skuteczne działania naszej ówczesnej armii, aby na tyle utrudnić działania najeźdźcy, żeby wejście wojsk radzieckich nie było tak oczywiste dla sowieckich strategów.
A nasza flota? Cztery nowoczesne niszczyciele. Pięć okrętów podwodnych w tym dwa najnowocześniejsze i jedne z największych na świecie. Wielki stawiacz min i wokół niego małe trałowce przystosowane również do akcji minowania. Czy Marynarka Wojenna mogła cokolwiek zrobić na Bałtyku dla poprawienia naszej sytuacji strategicznej wobec nacierających na Polskę wojsk z zachodu, a potem ze wschodu? Raczej nic.

Niemiecki sprzęt wojenny, który miał być przewieziony do Pilawy (dzisiaj Bałtyjsk), dla zaopatrzenia armii niemieckiej w Prusach został dostarczony przed wybuchem wojny. Niemiecka flota we wrześniu 1939 roku  operowała siłami lekkimi  na Bałtyku. Nasza flota nie miała więc realnej możliwości stanąć do walki z wrogiem, bo go na Bałtyku w tym czasie prawie nie było. Były natomiast niemieckie samoloty, które skutecznie zniszczyły nasze pozostałe nawodne okręty w pierwszych pięciu dniach wojny. Słusznie więc dowództwo Polskiej Marynarki Wojennej tuż przed 1 września 1939 roku odesłało trzy niszczyciele: Grom, Błyskawica i Burza do Anglii, aby nie uległy zniszczeniu. Pozostało natomiast w swoich sektorach na Zatoce Gdańskiej i w rejonie na północ od Półwyspu Helskiego 5 polskich okrętów podwodnych: Ryś, Wilk, Żbik, Sęp i Orzeł. To była polska mocna broń morska. Niestety na Bałtyku nie było przeciwnika dla tych okrętów, bo słusznie z niemieckiego taktycznego punktu widzenia niemieckie okręty nawodne w tym czasie na Bałtyku w sposób znaczący nie operowały (Kriegsmarine doskonale wiedziało o działających w głębinach Bałtyku polskich okrętach podwodnych). Były natomiast wrogie samoloty, które usilnie te okręty poszukiwały. Wielkich sztormów na Bałtyku we wrześniu 1939 roku nie było więc ORP Orzeł, który operował na płytkich wodach Zatoki Gdańskiej, oczekujący być może na okazję zaatakowania pancernika niemieckiego Schleswig Holstein, dla takich poszukujących samolotów był bardzo widoczny nawet gdy płynął pod wodą. Ówczesny dowódca ORP Orzeł komandor Henryk Kłoczkowski zdecydował o opuszczeniu wyznaczonego przez dowództwo rejonu działania i 14 września ORP Orzeł znalazł się na redzie portu Tallinn z zamiarem wejścia do portu w celu dokonania napraw i przekazania siebie - chorego dowódcy do szpitala. Krótko potem okręt i jego załoga zostali w porcie wojennym w Tallinnie internowani. Następne trzy okręty podwodne zostały internowane w Sztokholmie, a tylko ORP Wilk przedarł się przez cieśniny duńskie do Anglii. Wydawało się, że dla załogi ORP Orzeł wojna skończyła się po 14 dniach w bezpiecznym porcie Tallinn. Oficerowie i marynarze mogli już tylko oczekiwać na zakończenie wojny z dala od głównego teatru jej działań. ORP Orzeł w dużym stopniu rozbrojony, bez torped w wyrzutniach dziobowych, pozbawiony map i pomocy nawigacyjnych, strzeżony przez okręty estońskie, z normalnego punktu widzenia, nie miał szans na powrót do działań wojennych. To prawie dla wszystkich w Tallinnie było oczywiste, ale nie dla załogi „chluby floty” czyli ORP Orzeł. 18 września 1939 roku około godziny 3 nad ranem uciekli. Niewiarygodne. Takie zdarzenie nie miało chyba miejsca w historii świata. Polski okręt podwodny ORP Orzeł, pod ostrzałem z estońskich dział, bez map, rozbrojony, z wiedzą, że praktycznie polska flota na Bałtyku i jej dowództwo już nie istnieją, ucieka z wrogiego portu wojennego manewrując między mieliznami na Bałtyk opanowany przez floty Niemiec i Rosji, aby ponownie włączyć się do walki na morzu. Nie doceniamy tego ich wyczynu. Nie podziwiamy ich brawury. Nie kręcimy filmów. Nie pamiętamy. A oni ze swoim nowym dowódcą kapitanem Janem Grudzińskim przedarli się do Anglii, aby podczas jednego z patrolów na Morzu Północnym w maju 1940 roku zaginąć bez wiedzy w jaki sposób się to stało. Wcześniej, bo 7 kwietnia 1940 roku ORP Orzeł znalazł się na patrolu w rejonie norweskiego Lillesand. Było to w przededniu niemieckiej inwazji na Norwegię. Zaatakował i zatopił niemiecki parowiec Rio de Janeiro płynący ze sprzętem wojennym i żołnierzami Wehrmachtu. Tuż przed zatopieniem Rio de Janeiro zezwolono niemieckiej załodze i żołnierzom na opuszczenie statku. Pomocy udzielali  również norwescy rybacy.
Załoga ORP Orzeł to nasi bohaterowie. Jesteśmy żeglarzami, pływamy po morzu od lat. Ale jak się ma żeglowanie do służby na okrętach podwodnych i to w czasie działań wojennych, szczególnie kiedy okręt jest pod wodą i jest atakowany? Podziwiamy podwodników. Chylimy czoła przed bohaterstwem załogi ORP Orzeł. Pamiętamy też o bohaterstwie załogi ORP Wilk. Oni pierwsi dotarli do Anglii, po wyczerpaniu możliwości działań ma Bałtyku.
Chcemy oddać hołd załodze Orła. Pochodzimy ze Śląska, z Warszawy i niektórzy z nas są członkami  Jacht Klubu Marynarki Wojennej KOTWICA w Gdyni, ja jestem członkiem Bractwa Okrętów Podwodnych Ligi Morskiej i Rzecznej. W tym roku postanowiliśmy uhonorować naszych bohaterów rejsem żeglarskim na jachcie Legia z JKMW KOTWICA do Tallinna i na Gotland, śladem ORP Orzeł. Chcemy być na Bałtyku, w Tallinnie i przy Gotlandii w dniach, w których oni tam przebywali. Chcemy odczytywać z dokumentów ich dzieje, będąc w miejscach, w których oni przebywali.
Okazało się, że nasz pomysł i nasz pobyt w Tallinnie wpisuje się w uroczystości  poświęconej ORP Orzeł w porcie wojennym w miejscu postoju okrętu  internowanego, oraz na starym mieście przy muzeum morskim w Tallinie, gdzie są tablice poświęcone naszemu okrętowi.Będą oficjele Ambasady i Konsulatu RP, będzie dowództwo Marynarki Wojennej Estonii, będzie Polonia, będą media.
Płyniemy  na Legii w  zespole  z drugim jachtem. Kapitan II z załogą Bractwa Okrętów Podwodnych na czele z Prezesem Bractwa komandorem Edwardem Kinasem. Będziemy godnie reprezentować „podwodników” na uroczystościach zorganizowanych przez Ambasadę i Konsulat RP w dniu 17.09.2010 w Tallinie.
Rejs już za nami. Kapitan II i Legia  powróciły do Gdyni. Tej jesieni na Bałtyku nie było łatwo. Coś się zmienia w klimacie, bo zjawiska atmosferyczne nie następują po sobie tak książkowo jak kiedyś. Byliśmy w porcie wojennym w Tallinie. Ogromne przeżycie. Wiemy jak wygląda nabrzeże przy którym stał Orzeł. Jak oni tutaj mogli samodzielnie manewrować takim dużym okrętem (84m długości) w tak małym porcie z łachą pośrodku? Jasne, musieli wejść na mieliznę, bo nie mogło być inaczej. Estończycy pamiętają o sprawie Orła. Wystawili dwie tablice z informacją o jego ucieczce z Tallina. Pamiętają, choć ucieczka Orła bardzo skomplikowała Estonii samodzielny byt państwowy właśnie od momentu jego ucieczki. Spotkania w Tallinie, nasze spotkania z kolegami historykami i podwodniakami z Kapitana II pozwoliły nam nieco bardziej wniknąć w sprawy polskiej floty na Bałtyku we wrześniu 1939 roku,w sprawę operacji Worek, w sprawę komandora Kłoczkowskiego dowódcy Orła i w sprawę, czy krótki staż kapitana Grudzińskiego na okręcie podwodnym, pozwalał mu samodzielnie dowodzić Orłem.
Nasłuchaliśmy się. Czemu Orzeł, w ramach operacji Worek, operował na płytkich wodach Zatoki Gdańskiej? Czy to bałagan, czy świadome działanie dowództwa floty w celu ochrony najnowocześniejszych okrętów w obliczu oczekiwanego wsparcia Polski ze strony Anglii i Francji? Historia komandora Kłoczkowskiego. Znany marynista Jerzy Pertek dawno temu wystawił negatywną opinię o komandorze Henryku Kłoczkowskiem. Ale czy tak było naprawdę? Nikt z dyskutujących nie mógł jednoznacznie potwierdzić opinii Jerzego Pertka. Raczej broniono Komandora. To dobrze. Łatwo ferować wyroki. Zupełnie inaczej wyglądają sprawy zachowań i ocen ludzkich będących w centrum rzeczywistych działań wojennych i to jeszcze na pokładzie okrętu podwodnego.
Z Tallinna na Legii wypłynęliśmy o dobę wcześniej niż Kapitan II. Na Zatoce Fińskiej typowo – silny wiatr, żegluga pod wiatr. Na wysokości Gotlandii wodujemy butelkę z informacją o naszym rejsie. Prawdopodobnie popłynęła w kierunku Finlandii. Czekamy z nagrodą na znalazcę butelki i listu. Południowo-zachodni nie odpuszcza aż do szerokości Kłajpedy. Ciemne chmury , silny     i porywisty wiatr. Legia jest dzielna. Załoga Legii wspaniała. Często zmieniamy żagle w warunkach które wzbudzają mój niepokój o pracujących przy forsztagu i grocie. Wszyscy jesteśmy zaopatrzeni w automatyczne kamizelki ratunkowe. Jesteśmy przyczepieni do life lin, ale ja, już tylko oczekuję na ten zapowiadany słabszy zachodni wiatr, z którym moglibyśmy pięknie pożeglować na Hel i do Gdyni. I jest. Spóźniony 12 godzin, ale jest. Gwiazdy, księżyc w pełni – żeglowanie staje się znowu przyjemnością.
Wstaje piękny dzień. Liczymy godziny do Helu, aby jeszcze tego wieczora wstąpić do „Kapitana Morgana”. Kapitan Morgan to dobre miejsce na wstępne podsumowanie rejsu. Ale zanim osiągniemy Hel mamy okazję obserwować manewry dużych okrętów wojennych na Bałtyku . Marzy nam się własna, nowoczesna flota wojenna.
Tej jesieni na Bałtyku było trudno, ale naszym bohaterom z Orła, było zdecydowanie trudniej w tamtych wrześniowych wojennych dniach. Zapamiętamy ten rejs i dedykujemy go załodze ORP Orzeł. A może ktoś, dzięki temu naszemu rejsowi  przypomni sobie, że po 70 latach dalej nie wiemy nic na temat zaginięcia Orła w 1940 roku?
No i tak zatroskani sprawami wielkimi, dopływamy do Helu.
Maciek Olszowski I oficer, Andrzej Witkowski II oficer, Marcin Borratyński III oficer oraz Marta Karoń, Jan Bernacki, Marcin Wądołek oraz piszący te słowa- kapitan jachtowy Waldemar Turski
Kapitan jachtu Legia, w rejsie „Śladem ORP Orzeł”.