• 1

    Rejsy

  • 2

    Regaty

  • 3

    Szkolenia

  • 4

    Wypoczynek pod żaglami

Copyright 2017 - Custom text here

 

SPRAWOZDANIE Z REJSU HISTORYCZNEGO

ŚLADAMI ORP „ORZEŁ” DO TALINA 11-25 WRZEŚNIA 2010

Oczami Grzegorza Muchy


str.jpg

 Rejs dwóch jachtów Klubu Marynarki Wojennej „Kotwica” z załogami złożonymi z członków Bractwa Okrętów Podwodnych (BOP) Ligi Morskiej i Rzecznej oraz sympatyków miał na celu upamiętnienie przypadającej w bieżącym roku 70-tej rocznicy zaginięcia naszego najsłynniejszego okrętu podwodnego - ORP „Orzeł”.
Termin i cele rejsu również nie zostały wybrane przypadkowo - jachty s/y „Kapitan II” i s/y „Legia” przebywały w morzu od 11 do 25 września. Etapy rejsu związane były z pobytem w miejscach, w których był także ORP „Orzeł” - w Tallinie i na gotlandzkim Visby. „Orzeł” co prawda ani nie wpłynął bezpośrednio do Visby i nie rzucał cum w innych portach Gotlandii - płynąc blisko wybrzeży Szwecji wysadził na ląd dwóch estońskich wartowników, którzy zostali zabrani na pokład okrętu w trakcie ucieczki z internowania. Natomiast wybór Visby wiązał się z walorami turystycznymi tego uroczo położonego portu.

jan_0002_zm.jpgWypada przedstawić załogi obu jachtów:
s/y „Kapitan II”:
- Edward Kinas - kapitan jachtu i komodor rejsu, Prezes BOP, j.kpt.ż.w.,
- Antoni Tomczyk - I oficer, j.kpt.ż.w.,
- Adam Krzykowski - II oficer, Sekretarz BOP,
- Andrzej Pacamaj - III oficer,
- Tadeusz Grzesikowski - załoga, Skarbnik BOP,
- Lech Trawiński - załoga, fotograf i kustosz Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni, członek BOP,
- Grzegorz Mucha - załoga, członek BOP, autor relacji z rejsu.

s/y „Legia”
- Waldemar Turski - kapitan jachtu, j.kpt.ż.w.,członek BOP,
- Maciej Olszowski - I oficer,
- Andrzej Witkowski - II oficer,
- Marcin Boratyński - III oficer,
- Jan Bernacki - załoga,
- Marta Karoń - załoga,
- Marcin Wądołek - załoga.

Rejs rozpoczynał się 11 września późnym popołudniem. Obydwa jachty, po wcześniejszym zasztauowaniu zaopatrzenia, pobraniu paliwa i wody, wyszły przy sprzyjających warunkach pogodowych razem za główki portu jachtowego w Gdyni. Wcześniej dodatkową atrakcją dla zgromadzonych przy kei członków rodzin, sympatyków Bractwa i licznych postronnych przechodniów były niezaplanowane odwiedziny i sesja zdjęciowa na pokładzie „Kapitana”, spontanicznie zorganizowana dla pary nowożeńców. Załogi życzyły im wiele szczęścia na nowej drodze życia, a sobie - pomyślnych wiatrów i dobrego humoru Neptuna jegomości.
Wkrótce pożegnaliśmy się z załogą „Legii”, która z racji większej powierzchni żagli i mocniejszego silnika śmiało pognała naprzód. Od rej chwili pozostawała nam wyłącznie łączność radiowa.
Hel zostawiliśmy za rufą z lekką tęsknotą za lądem i z tą chwilą objęliśmy swoje normalne jachtowe obowiązki. Kapitan wydał stosowne dyspozycje, ustalił skład i kolejność wacht, po czym obyło się szkolenie w zakresie zachowania zasad bezpieczeństwa na pokładzie jachtu i na morzu.
Rejs do Tallina przebiegał zgodnie z rytmem wyznaczanym przez kolejne wachty. Nic specjalnego się nie działo, przy sprzyjającym wietrze i pięknej pogodzie, mijając po prawej burcie należące do Estonii wyspy Sarema (dawniej Ozylia) i Hiuma, wpłynęliśmy do wejścia do Zatoki Fińskiej. Wieczorem 16 września, mimo pogarszającej się pogody, przybijaliśmy do tallińskiej kei, gdzie czekała już na nas z tradycyjnym chlebem i solą załoga „Legii”. Bardzo podobał się nam ten życzliwy gest, świadczący o zbrataniu się obu załóg.
Dla mnie była to druga wizyta w Tallinie, uprzednio odwiedziłem miasto w 2000 roku przy okazji historycznego rejsu jachtem s/y „Sekstant” do St. Petersburga z okazji międzynarodowego kongresu podwodników, w którym Bractwo brało udział po raz pierwszy.
Tym razem Tallin okazał się jeszcze piękniejszy, z większą uwagą obserwowałem ludzi i liczne cenne zabytki miasta. Mimo kaprysów aury, udało się zwiedzanie i zdjęcia wyszły nienajgorzej.

Dzień 17 września obfitował w ważne wydarzenia. Zaraz po śniadaniu załogi obydwu jachtów udały się na spotkanie z I Sekretarzem Ambasady RP w Tallinie, Panem Tomaszem Kobzdejem, Konsul Generalną RP w Tallinie, Panią Moniką Zuchniak-Pazdan oraz innymi pracownikami Ambasady. Dzięki zapewnieniu transportu, mogliśmy uczestniczyć w podniosłej uroczystości złożenia wieńców i wiązanek kwiatów pod tablicą pamiątkową upamiętniającą wpłynięcie i internowanie ORP Orzeł. Tablica znajduje się na ścianie frontowej budynku tuż przy nabrzeżu, przy którym stał unieruchomiony nasz okręt podwodny, na terenie bazy estońskiej Marynarki Wojennej (Eesti Merevägi). Estończycy potraktowali nas bardzo życzliwie, mimo iż wstęp na teren portu wojennego jest ze zrozumiałych względów ściśle ograniczony. Kwiaty oraz znicze pod tablicą składali : Komodor rejsu, kmdr w st. spocz. Edward Kinas, chargé d'affaires militaire Ambasady RP w Tallinie, płk Artur Krawczyk oraz sekretarz Ambasady Tomasz Kobzdej. Załogi obu jachtów upamiętniły swój pobyt wspólnymi zdjęciami, do których zaproszono także oficerów i marynarzy estońskich.
Kolejnym ważnym punktem programu dnia była wizyta przed siedzibą Estońskiego Muzeum Morskiego w Tallinie (Eesti Meremuuseum), mieszczącego się w historycznej baszcie Paks Margareeta (Gruba Małgorzata), stanowiącej fragment średniowiecznych fortyfikacji Tallina. Przed wejściem do Muzeum zostały umieszczone trzy tablice pamiątkowe, z których ta najbliżej wejścia była dla nas najważniejsza. Tablica z umieszczoną krótką inskrypcją w językach polskim i estońskim upamiętniała pobyt i internowanie ORP Orzeł, podane zostały również daty związane tym historycznym wydarzeniem. Z mieszanymi uczuciami przeczytałem również lakoniczną informację, że ucieczka Orła stała się w następstwie przyczyną sowieckiej agresji i do wcielenia Estonii do ZSSR w dniu 14 czerwca 1940 roku...
Wolno Estończykom wyrażać w swoim kraju wszelkie opinie, szczególnie jeśli chodzi o ocenę ich własnej historii.  
Tuż przed uroczystością pod tablicą, prócz obu załóg oraz zaproszonych polskich i estońskich oficjeli, zgromadzili się również przedstawiciele estońskiej Polonii. Po złożeniu wieńców, Polonusi spontanicznie udekorowali tablicę kwiatami, a następnie chętnie pozowali do zdjęć.
Następnie udaliśmy się wszyscy na uroczyste spotkanie, zorganizowane dla naszych załóg przez Ambasadę RP w stolicy Estonii, przy ul. Suur-Karja 1, mieszczącym się w centralnej części tallińskiej starówki. Gospodarzem uroczystości w czesie nieobecności Pana Ambasadora była Pani Konsul Generalny.
Poza gospodarzami i gośćmi z Polski na spotkaniu byli obecni przedstawiciele władz Estonii - m.in. dowódca estońskiej marynarki wojennej,  kmdr Igor Schvede oraz osoby reprezentujące estońskie MSZ i MSW.
Po powitaniu przez Gospodarzy, głos zabrał Komodor rejsu, który krótko przedstawił cel naszego przybycia do Tallina oraz opowiedział o bieżącej działalności Bractwa. Wręczył Gospodarzom i zaproszonym gościom estońskim pamiątkowe plakietki upamiętniające rejs oraz przekazał gadżety BOP, zaś przedstawiciel polskiego MON, mjr Andrzej Witkowski, II oficer s/y „Legia”, wręczył pamiątkową odznakę swojemu estońskiemu koledze.
Spotkanie miało również znaczący akcent historyczny. Zaprezentowana została wystawa przywieziona ma pokładzie s/y „Kapitan II” przez jej autora - Lecha Trawińskiego, kustosza Muzeum MW w Gdyni. Została poświęcona naszemu sławnemu okrętowi podwodnemu ORP Orzeł. Składała się z kilkudziesięciu fotogramów o wielkiej wartości historycznej, umieszczonej na profesjonalnie przygotowanych planszach. Przy poczęstunku i tradycyjnej lampce wina uczestnicy spotkania mieli okazję obejrzenia unikalnych zdjęć, wystawa spotkała się z  żywym zainteresowaniem obecnych gości. Opisy zostały sporządzone w języku angielskim, bowiem sporządzenie ich w języku estońskim byłyby zapewne dość trudnym wyzwaniem.

Miłym akcentem tego dnia był spacer po tallińskiej starówce. Pieczołowicie odbudowana przez naszych budowlańców w latach 80. nadal cieszy oko pięknymi kolorami świetnie zachowanych średniowiecznych kamieniczek, niepowtarzalna urodą uliczek, licznych witryn wystawowych sklepów i lokali gastronomicznych. Starówka cały czas tętni życiem, turyści zagraniczni - głównie Finowie i Szwedzi - zostawiają gospodarzom sporo waluty.

Wczesnym popołudniem na zaproszenie tallińskiej Polonii załogi jachtów udały się na ulicę Kuninga 4, do siedziby Związku Polaków w Estonii. Po serdecznym przywitaniu przez Przewodniczącą Związku, Panią Halinę Kisłacz, o bieżącej działalności i o planach mówił Wiceprzewodniczący, Pan Mariusz Gubała. Polonia estońska, chociaż niewielka liczebnie, skupia się głównie w Tallinie i w drugim co do wielkości mieście Estonii - w Tartu. W Tallinie działa mały, aczkolwiek pięknie rozwijający się zespół folklorystyczny „Lajkonik”, który na dorocznych przeglądach działalności artystycznej mniejszości narodowościowych żyjących w Estonii, zbiera liczne nagrody i dowody uznania.
Z naszej strony Komodor rejsu podziękował za bardzo życzliwe przyjęcie oraz wręczył Polonusom drobne upominki i banderę z herbem Klubu MW „Kotwica”.

Kolejny dzień pobytu w Tallinie, 18 września, był dniem wolnym. Przeznaczyliśmy go na zwiedzanie Tallina oraz na wizytę na estońskim muzealnym okręcie podwodnym „Lembit” oraz na lodołamaczu „Suur Töll”, zbudowanym w 1914 roku w Szczecinie.
Wieczorem załogi obu jachtów robiły na pokładach klar przed wyjściem w morze.

Rejs w drogę powrotną rozpoczął się o godz. 1800. Żegnaliśmy gościnny Tallin w szkwale, pod ołowianym niebem i w strugach deszczu. Po wyjściu na Zatokę Fińską jachty rozdzieliły się. Szybsza „Legia” przecierała szlak i miała informować o pogodzie. Niestety, prognozy nie były pomyślne. Wzbierał przeciwny wiatr, stan morza pogarszał się z godziny na godzinę. W rezultacie staraliśmy się omijać ośrodki niżowe ostro halsując. Mimo tego ofiarami niekorzystnych warunków były dwa rozerwane foki (pierwszy z nich - poszedł jeszcze w trakcie rejsu do Tallina). Nie można było ryzykować, byłoby nieciekawie, gdyby rozkapryszony Neptun pozbawił nas wszystkich żagli...
„Legia” podpływając pod Gotlandię przekazała radiem informacje o stałym pogarszaniu się pogody i nadciągającym silnym sztormie. W wyniku narady obu kapitanów, została podjęta decyzja o zmianie marszruty i o skierowaniu się jachtów bezpośrednio na Hel.
Przykro było omijać Gotlandię, ale z siłami przyrody nie ma co na morzu szukać guza.
Na trawersie wyspy odbyła się na „Kapitanie II” mała uroczystość. Dzięki pomysłowi I oficera Adama Krzykowskiego, do morza zostały wrzucone plakietki z napisem w jęz. angielskim z informacją o rejsie naszych jachtów do Tallina i o jego celu. Na odwrotnej stronie plakietek umieszczono odręczny napis z prośbą do ewentualnego znalazcy o odesłanie plakietki do siedziby Bractwa oraz o przyznaniu znalazcy drobnej nagrody za jego grzeczność.
Dalsza część rejsu przebiegała spokojnie, bez zakłóceń. Im byliśmy bliżej polskich brzegów, tym bardziej warunki atmosferyczne stawały się sprzyjające. 23 września na Hel pierwsza dotarła „Legia”, wyprzedzając „Kapitana II” niemal o dobę.
Hel  był miejscem odpoczynku dla załóg po trudach podróży. Korzystając z kilkunastu wolnych godzin odbyłem sentymentalną wędrówkę po mieście. Jako nastolatek spędzałem tu z rodzicami każde wakacje. Wynajmowaliśmy pokój u znajomej pani, która pracowała na stacji. Doskonale pamiętam przecudną plażę z czyściutkim piaskiem od strony pełnego morza i smak pysznych lodów z miejscowej wytwórni. A były to czasy, gdy nie każdy mógł dostać się do miasteczka swobodnie. Przed wjazdem od strony mierzei stał wojskowy posterunek (strefa nadgraniczna) i często bywało, że „podejrzanie” wyglądających turystów po prostu wysadzano z PKS-u, każąc wracać tam, skąd przybyli. Dziś Hel jest dla mnie innym miejscem, zmienił się bardzo, chociaż może nawet i wyładniał. Ale obrazy zastane, w konfrontacji z tymi zapamiętanymi w czasach młodości, nie są bardzo budujące...

W dniu powrotu do Gdyni, 25 września, Zatoka powitała nas pięknym słońcem i lekkim wiatrem. Ostatni odcinek rejsu był najprzyjemniejszy, ze świadomością, iż zaraz staniemy na stałym lądzie i nareszcie zobaczymy swoich najbliższych.
Oba jachty wpłynęły do portu jednocześnie - wpierw s/y „Kapitan II”, za nim s/y „Legia”. Na kei czekali na nas przedstawiciele Dowództwa Marynarki Wojennej, Bractwa OP oraz członkowie rodzin. Komodor rejsu, kmdr. Edward Kinas w krótkim wystąpieniu przywitał zebranych, zameldował o pomyślnym przebiegu i zakończeniu rejsu oraz podziękował obu załogom za postawę i odporność na trudy. Załogi zostały przywitane tradycyjną lampką szampana, po czym każdy z nas żegnał się ze współuczestnikami, życząc sobie ponownego spotkania na morzu.
W taki sposób kończy się każdy oficjalny opis wycieczki, podróży, spotkania, czy rejsu. Coś odbyło się, był początek, a potem nastąpił koniec.
Jest jednak jeszcze osnowa tego wszystkiego, czego doświadczaliśmy w trakcie trwania rejsu.
Dla mnie rejs ten miał bardzo głębokie i bardzo osobiste znaczenie. Płynąłem bowiem śladami ORP „Orzeł”. I miałem świadomość, że nie każdy może podążać w ten sposób tropami Historii. Przechadzając się uliczkami Tallina miałem wrażenie, że chodzę śladami jego nieszczęśliwego dowódcy. Czasami pełniąc wachtę myślałem o przebiegu zdarzeń sprzed 61 laty... Bardzo dużo rozmawialiśmy ze sobą na temat historii „Orła” na pokładach jachtów. Jest też potrzeba stałego pogłębiania wiedzy na temat najnowszej historii. Szczególnie młodzi ludzie, wolni od stereotypów i od uprzedzeń, stawiają często trudne pytania dotyczące wyborów, podejmowania trudnych decyzji i odpowiedzialności „przed Bogiem i historią”.
Wobec ciągłego braku dostępu do zasadniczych dokumentów dotyczących losów „Orła” nie umiemy dziś jednoznacznie odpowiedzieć na pytania co do wskazania miejsca i przyczyn jego zagłady. Losy jego pierwszego dowódcy, kmdra ppor. Henryka Kłoczkowskiego są w dalszym ciągu miejscami bardzo niejasne, zaś ugruntowane w literaturze popularnej stereotypy skutecznie zaciemniają prawdziwy obraz przebiegu ówczesnych zdarzeń. Przed ludźmi poświęcającymi się wyjaśnieniu wszystkich tajemnic jest jeszcze bardzo dużo żmudnej pracy poszukiwawczej i analitycznej.

Grzegorz Mucha